|
TO NIE DRÓG JEST ZA MAŁO, ALE
SAMOCHODÓW ZA DUŻO.
[14.09.2002] Jak
niektórym wiadomo jestem zwolennikiem wprowadzenia zakazu posiadania samochodów
przez osoby prywatne. Uważam, że jedynie chorzy i niepełnosprawni mają
prawo poruszać się własnym samochodem, reszta powinna korzystać z nóg,
rowerów, taksówek i publicznego transportu. Prawo do posiadania samochodu
(w drastycznie ograniczonym zakresie) mogłyby mieć niektóre firmy, służba
zdrowia, służby miejskie itp. Ewentualnie mogę sobie wyobrazić, że na
jakiś specjalnych warunkach mieszkańcy wsi mogliby używać samochodów,
ale w każdym razie w miastach powinien panować permanentny zakaz używania
i posiadania prywatnych samochodów. Przymknijmy oczy i wyobraźmy sobie
jak wielkie szczęście natychmiast by zapanowało, poruszalibyśmy się dużo
szybciej, powietrze byłoby niewiarygodnie czyste, i tyle miejsca i tyle
oszczędności, koniec naprawiania dróg, drastyczne obniżenie wydatków na
całą infrastrukturę drogową, zmniejszenie liczby policji drogowej i wszystkich
służb. I zdrowie, wielkie zdrowie społeczeństwa rowerowego.
Wracamy jednak na ziemię, którą rządzą wielkie koncerny naftowe i samochodowe,
o ile jakiekolwiek zmiany są możliwe, to będą następować powoli. Nasi
najwięksi przyjaciele - Amerykanie, powoli wyciekają w postaci tłuszczu
i cholesterolu przez niedomknięte drzwiczki produktów General Motors,
a nasz rząd szuka pieniędzy na autostrady, już chyba 10 rok. I wszystko
jest źle, jak w złym śnie - ani te autostrady nie są nam potrzebne, ani
oni tych pieniędzy nie znajdą, a jak znajdą to przewalą i gówno zbudują.
Parlament zastanawia się właśnie nad propozycją rządu wprowadzenia winiet
samochodowych (po 180 złotych rocznie), z których mieliby finansować cośtam
z drogami. Myślę, że winieta to świetny pomysł, powinna być 10-krotnie
droższa i nazywać się "środowiskowa" a pieniądze uzyskane ze
sprzedaży powinny zostać przeznaczone na budowę dróg ale rowerowych, oraz
na ochronę środowiska. To byłby taki roczny mandat za niszczenie świata.
A drogi niech się rozwalają, to zniechęci kierowców, niby czemu pieniądze
pochodzące od kierowców miałyby iść w pierwszej kolejności na robienie
im samym dobrze - przede wszystkim powinni naprawić to, co już zepsuli.
Po co 45 tysięcy kierowców podpisało się pod protestem przeciw winietom
na specjalnej stronie internetowej (nie podam adresu, bo jeszcze ktoś
tam wejdzie i się podpisze)? Przecież jeśli właściciele samochodów chcą
oszczędzać, to po co kupili samochód? O wiele taniej jeździ się taksówkami,
bo przecież auto nie może się opłacać: zakup samochodu, koszta ubezpieczenia,
benzyny, przeglądów technicznych i napraw - to są po prostu monstrualne
wydatki. Każdy właściciel auta może sobie sam zrobić symulacje i policzyć
ile przez całe życie samochodu wydał pieniędzy i jaki miałby budżet miesięczny
na taksówki, gdyby samochodu nie posiadał. Wystarczy wyobrazić sobie,
że zamiast kupować auto za 35.000 zł zakładamy lokatę rentierską, albo
jeszcze lepiej inwestujemy pieniążki, a odsetki przeznaczamy na taksówki
- przy dobrej inwestycji mielibyśmy spokojnie 200-300 zł miesięcznie.
Ale po pierwsze nie wydamy gigantycznych sum na eksploatacje auta: parkingi,
garaż, benzynę, ubezpieczenie itp, po drugie po 10 latach wciąż będziemy
mieć pieniądze, a nie rozwaloną maszynę na złom. Pod względem opłacalności
dla miejskiego użytkownika samochód jest tak absuradlny, że aż się w to
nie chce uwierzyć. Kiedyś na pewno zabawię się w różne symulacje kosztów.
Oprócz ekonomicznego jest także szereg innych negatywnych aspektów posiadania
autka: stracony czas na zajmowanie się samochodem, naprawy i konserwacja,
tankowanie, szukanie parkingu, korki, i nerwy, czy go nie ukradną, smutne
imprezy bez alko i przypalania... szkoda słów, chcesz być autem to płać.
|
|