: : << poprzedni : : : : następny >> : : |
|
| :I:S:L:A:N:D:I:A:c.d. | |
|
[26.02.2006] Ostatni odcinek islnadzkich wspomnień (przynajmniej do następnej podróży to będzie chyba wszystko co mam do powiedzenia, no może jeszcze wrzucę później przepis na suflet ze sztokfisza) miał być o nocno-alkoholowym życiu Reykiaviku. Ale podejrzewam, że każdy coś tam o tym słyszał, no więc tylko powiem, że jest jak w filmach i nie będę się zagłębiał w bardziej naturalistyczne opisy głównej ulicy Reykiaviku o 4 rano w sobotę. Islandczycy mają słabe głowy, jest to bardzo wesołe, miasto faluje całkowicie zalane, w knajpach jest gorąco, a ludzie są bardzo otwarci i przyjaźni. Bary są blisko siebie (wszystko właściwie w Reykiaviku jest blisko siebie patrząc z Warszawskiej perspektywy) i naprawdę można większość z nich odwiedzić podczas nocnej wędrówki, która jakoś specjalnie się nazywa, ale nie pamiętam. Atrakcją szczególną są tu legendarne ceny alkoholi, zawsze wszyscy turyści wspominają to z melancholią: w zwykłych barach małe piwo kosztuje 600 ISK (30 zł), w tanich można za tyle kupić duże, chyba drinki zaczynają się od 1000 ISK (50 zł). Ceny te są szczególnie dowcipne zważywszy na skromny, niepozorny wygląd tych wszystkich małych knajpek, ale to jest ok, nie należy im mieć tego za złe - nie wymyślili tych cen pod turystów, nie spotykałem tam praktycznie żadnych obcokrajowców - pewnie latem jest inaczej, ale jak przyznają z żalem Islandczycy - turyści nawet z ich restauracji niechętnie korzystają przerażeni cenami.
Myślałem że zamarznę bowiem zostałem siłą wyciągnięty z baru na Pylsur bez kurtki - a grudzień to jednak grudzień - musielimy przebiec kilka przecznic, odstać chwilę w kolejce i dobiec znowu do baru, było lodowato, ale to jest właśnie Islandzki styl - niezbyt się oni ciepło ubierają i niewiele sobie robią z pogody, co widać też na ich filmach. Natomiast w domach i budynkach jest bardzo ciepło - w końcu ogrzewanie jest tam najtańsze na świecie, cały Reykiavik ma centralne ogrzewanie pompowane wprost z ziemi - z ciepłych źródeł, które kipią pod całą wyspą. |
|
Kuriozum, które udało mi się kupić jest natomiast islandzkie wino, rocznik 2002. Jak je kiedyś otworzę to podzielę się wrażeniami, bardzo złe być nie może sądząc po cenie za jaką można kupić na kontynencie bardzo dobrego Medoca. Alkohol powyżej 2,5% (piwo o takiej zawartości musi być bardzo wesołe, ale sie nie skusiłem) można kupować oczywiście wyłącznie w państwowych sklepach monopolowych, które są czynne krótko i jest ich niewiele. |
|
![]() |
|
|
|
|
|
![]() ![]() |
|
| I czasem tej zimy na warszawskim Wyględowie, w największe mrozy, zasypany śniegiem, gdy wyjście do sklepu stawało się prawdziwą wyprawą, żułem sztokfisza i czułem się jak gospodarz Biartur z Islandzkiej Doliny, który trzymał w domu worek suszonej ryby, mąki, tran, cukier i kawę. | |
|
: : << poprzedni
: : : : następny >> : : |
|