|
obiad z broniewskim
coś z kręgosłupem, kolanem, coś na dnie oddechu
coś z gazety i coś z radia
płacz z podwórka,
matka ciągnie
i krzyczy
gotuję w półtoralitrowym garnku jednego buraka
garnek jest duński i kosztował pół renty
do diabła, to solidny garnek
niewiele więcej
pracuję w telewizji
godzinna drzemka
po obiedzie
już nas opuszcza młodość - fałszywy towarzysz
|
|
|
|
Władysław Broniewski
SZPICEL
Spojrzyjcie w okno: szpicel chodzi po
ulicy,
od ósmej tu czatuje, jak zmora, jak wizja,
za chwilę we drzwiach stanie z oddziałem policji:
"Ręce do góry! Milczeć! Stać w miejscu! Rewizja!"
Tak, poznaję tę gębę nie goloną tydzień,
szarą, mętną jak szyby traktierni podmiejskiej,
spode łba widzi wszystko, choć patrzeć się wstydzi -
poznaję te drapieżne pazury złodziejskie.
Był w ochranie, w K-stelle, w defensywie
polskiej,
kiedy mówię te słowa, on tu jest i słyszy,
on szepcze towarzyszom: "Jutro wiec na Wolskiej",
i jutro palcem wskaże własnych towarzyszy.
A potem długo, tępo będzie walił w mordę,
aż powybija zęby i ziemię zakrwawi...
Jemu pieniądze płacą, jemu dają order,
on co dzień wolny chodzi po wolnej Warszawie.
Wieczorem będzie wódkę chlał w restauracji,
będzie śpiewał "Titinę" w zaduchu i krzyku,
za dziewkę, za rachunek sto złotych zapłaci,
jak jeden szeląg z tamtych - trzydziestu srebrników.
On wiecznie podsłuchuje,
on jest uchem ściany, najczystsze słowa zmieni na "psią mać sobaczą",
poecie w nocy skradnie wiersz nie napisany,
podrzuci łzy fałszywe tym, co w nocy płaczą.
Zdrada! Zdrada! Na próżno miotam się i
krzyczę,
żywe serce garściami rozdając za darmo,
on schwyta je w swe sieci, kawałki przeliczy
i jak straszliwą bombę odniesie żandarmom...
...Spojrzyjcie w okno: idzie pochmurny
pażdziernik,
jak szpicel w szarym palcie, jak człowiek bez twarzy...
Oczy nam mgłą zachodzą jak szyby traktierni...
Już nas opuszcza młodość - fałszywy towarzysz.
z tomu "Dymy nad miastem"
1927
|
|